piątek, 21 lutego 2014

Chapter seventh

Bądź uroczy dla swoich wrogów,
 nic ich bardziej nie złości. 



Najkrótsza historia rodem z horroru: poniedziałek. Najbardziej znienawidzony przeze mnie dzień tygodnia. No, bo kurde, po co on komu? Bez tego dnia cały tydzień byłby piękniejszy. Bez większego pośpiechu zwlekłam się z łóżka i udałam do łazienki, gdzie wzięłam gorący prysznic. Przebrałam się w przygotowany wcześniej strój składający się z brązowej koszulki na ramiączkach, czarnych rurek i tego samego koloru conversów. Rozpuściłam moje długie, brązowe włosy i lekko przejechałam tuszem po rzęsach. Harry miał dzisiaj na późniejszą godzinę, więc musiałam iść do szkoły sama. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu – 7:10. Spokojnie zdążę na pierwszą lekcję. Wzięłam plecak i zamykając wcześniej drzwi, udałam się do szkoły. 

***

- Jak się z tym czujesz? - zapytała Alice, gdy razem z Darcy opuszczałyśmy mury szkoły. 
- Z czym?
- No z tym, że pojutrze mamy sprawdzian z fizyki! – krzyknęła zdenerwowana Darcy. – No ja rozumiem, że w szkole robi się sprawdziany, ale żeby od razu 3 dni po rozpoczęciu?! – zaśmiałyśmy się razem z Alice i przypadkiem na kogoś wpadłam. 
- Naucz się chodzić pokrako! – krzyknęła osoba, którą potrąciłam. Podniosłam głowę i zobaczyłam Lucy. Oho, będzie źle. 
Oddychaj Jane, przygotuj się mentalnie i jedziesz. 
- Przepraszam.
- Lucy uspokój się, chodź. – Harry, który jak się okazało znajdował się w tym samym miejscu co my, próbował załagodzić sytuację, ale chyba nie najlepiej mu to szło.
- Nie, Harry, zostaw. Niech ta Jane się ogarnie, bo inaczej pożałuje.
- Wiesz, jak mam się przejąć Twoimi słowami, to musisz mnie choć trochę obchodzić. – odpowiedziałam jej z najbardziej sztucznym uśmiechem na jaki było mnie stać. 
- Jak śmiesz! Jesteś, jesteś… – już miała coś powiedzieć, ale jej przerwałam. 
- Nie twierdzę, że jestem wredna, albo coś, ale gdybyś miała wypadek, a ja byłabym jedyną osobą, która posiada telefon, to wybrałabym numer i zamówiłabym sobie pizzę. Więc wyobraź sobie, że zupełnie nie obchodzi mnie Twoje zdanie. – spojrzałam ukradkiem na Harrego i zobaczyłam, że próbuje powstrzymać się od śmiechu, a Alice i Darcy wcale go nie hamują. 
- Jeszcze pożałujesz swoich słów! – syknęła przez zaciśnięte zęby.
- Już to przerabiałyśmy. – pokręciłam głową ze zrezygnowaniem. – Mów w niebo, bo Twój oddech gniecie mi koszulę. Tak, więc możesz już iść i niszczyć powietrze swoim oddechem gdzie indziej. – uśmiechnęłam się, a Lucy wypowiadając jeszcze jakieś słowa pod nosem minęła mnie ciągnąc Harrego za rękę. Brunet przystanął na chwilę i szepnął mi do ucha. 
- Dobra robota, mała. – te słowa sprawiły, że moja twarz przybrała koloru buraka. 

***

- Macie 45 minut na test. Wszystko macie wypisane na tablicy, więc wystarczy tylko wstawić do wzoru, który także znajduje się na tablicy. Więc zaczynajcie, powodzenia. – sprawdzian był naprawdę łatwy, co prawda uczyłam się na niego, ale patrząc na Alice, która siedzi koło mnie, to musi być prosty. Nie to, żebym ją obrażała, czy coś. Sama przyznała, że fizyka nie jest jej mocną strona, a rozwiązuje zadania szybciej, niż ja. 
- Proszę pana, ile nam jeszcze zostało? – zapytał ktoś z klasy, bo przecież nie można powiesić zegarka, żeby każdy widział, która jest godzina.
- A ile macie lat? – a co to ma do czego? 
- No 17, prawie 18.
- No to tak mniej więcej, zostało wam 75 lat.* - powiedział nauczyciel, a wszyscy zaczęli się śmiać. Gdy już wszyscy oddali prace, zostało jeszcze dobre 20 minut do końca lekcji, więc pan powiedział, że postara się teraz sprawdzić. Wiele osób dostało czwórki i piątki.
- Jane, Alice i Darcy, gratuluję. Wszystkie dostałyście po szóstce. – po tych słowach zadzwonił dzwonek ogłaszający przerwę, a my wybiegłyśmy z klasy jak jakieś oszalałe. Stanęłyśmy na korytarzu i zaczęłyśmy podskakiwać ze szczęścia, a Alice urządziła jakiś dziwny taniec zwycięstwa.
- Kim jesteś? – zapytała ucieszona Darcy. 
- Zwycięzcą! Zaraz wracam, idę poszukać Styles’a. – powiedziałam, na co przytaknęły, a ja udałam się w stronę szafki Harrego. Obiecałam mu, że pochwalę się co dostałam, więc wywiązuję się z obietnicy. Zobaczyłam go samego i od razu do niego podbiegłam i rzuciłam mu się na szyję, krzycząc przy tym, że dostałam szóstkę. Swoją drogą robiłam to tak głośno, że prawie wszyscy, którzy znajdowali się w pobliżu, poznali moją ocenę z fizyki i zapewne uznali mnie za wariatkę. Chłopak okręcił się ze mną wokół własnej osi i z uśmiechem odstawił mnie z powrotem na ziemię.
- Gratuluję, mała. Wiedziałem, że dasz radę. – powiedział i pocałował mnie w policzek, a moja twarz kolorem przypominała pomidora. Co on do cholery ze mną robi? Jeszcze nigdy tak nie reagowałam, na to jak jakiś chłopak całował mnie w policzek. 
- Echem. – usłyszeliśmy znaczące chrząknięcie, więc spojrzeliśmy za siebie i kto tam stał? No jak to kto? Moja ulubiona koleżanka – Lucy Lake. 
- Ugh Lucy. Czego chcesz? – zapytałam.
- Żebyś odwaliła się od mojego chłopaka!
- Hej, hej, Jane jest moja przyjaciółką i nie masz prawa tak do niej mówić. – wtrącił się Harry.
- Dobra. Ale i tak jest pustą idiotką. – nie taką jak Ty, kochaniutka. 
- Hej, Lucy. Dasz mi swoje zdjęcie? – zapytałam, na co od razu się rozpromieniła. Oh, nie myśl sobie zbyt wiele. 
- Pewnie, a po co Ci? 
- Bo chcę zjeść kanapkę z pasztetem. – uśmiechnęłam się i odeszłam. Usłyszałam jeszcze śmiech Harrego i krzyk Lucy, próbującej go uspokoić i wyzywającej mnie. 

***

Spacer z Jamesem był naprawdę miłą częścią tego dnia, nie licząc mojej szóstki z fizyki! 
Zdajesz sobie sprawę, że to jedyna taka Twoja ocena w tej szkole? Miałaś farta i już.
Fart, czy też nie, i tak mam sześć!
Odtańczyłam w myślach taniec zwycięstwa. Czy człowiek, który tak robi jest normalny?
Zdecydowanie nie.
A więc, wracając do tematu. O czym to ja? A, już wiem. To był fajny spacer, o! nie licząc mojej kłótni z Lucy. Tak, wbrew pozorom to było fajne. Chodzę do tej szkoły 3 dni – nie licząc weekendu i rozpoczęcia – i już mam wroga.
Normalny człowiek by się tym przejął.
Ale ja nie jestem normalna.
Fakt.
Chociaż, w sumie nie sądzę, żeby ona jakoś szczególnie pałała do mnie miłością, już bardziej przypomina mi to nienawiść, więc nic nie tracę!
- Wiesz, Jane, miło było spędzić z Tobą czas, może spotkamy się jeszcze? – zaproponował James, gdy staliśmy pod furtką od mojego domu. Spojrzałam na niego z podniesioną brwią. Czyżby randka?
Nawet na to nie licz.
- Nie, to nie randka, po prostu dobrze mi się z Tobą rozmawia i myślę, że moglibyśmy zostać naprawdę dobrymi przyjaciółmi. – uśmiechnął się. Boże, jaki on ma piękny uśmiech. 
- Pewnie, czemu nie? – pożegnałam się z nim i ruszyłam w stronę drzwi wejściowych.
Harry i tak ma ładniejszy uśmiech.
Czy Ty się kiedykolwiek zamkniesz?
Nie, nie sądzę. Jestem Twoim wewnętrznym głosem i muszę z Tobą rozmawiać, żebyś nie poczuła się samotna.
I to podobno ja jestem nienormalna. 
Tak, nadal jesteś. Gadasz sama ze sobą. 
________________________________________

*mój nauczyciel od fizyki tak mówi i nie mogłam się powstrzymać xd
Kursywa świadczy o tym, że Jane tak jakby prowadzi wewnętrzną konwersację :D 
no wiecie jak to jest c:

Postanowiłam dodać nowy rozdział, bo jeśli miałabym czekać, aż pojawi się tu 10 komentarzy to bym umarła ze starości ;x
Bardzo proszę was o komentarze, bo to strasznie miłe wiedzieć, że nie tylko ja to czytam :) 
Ferie się skończyły i mam strasznie dużo na głowie, więc musicie się uzbroić w cierpliwość, jeśli chodzi o datę pojawienia się nowego rozdziału :c
Jeszcze raz, bardzo proszę o komentarze, to naprawdę bardzo motywuje! xx
6 KOMENTARZY = NOWY ROZDZIAŁ

7 komentarzy:

  1. Ugh ta Lucy jest na prawdę okropna ciesze się że Jane pokazała jej kto jest górą :D Harry mówi na nią mała?uwielbiam to ! a do tego dał jej buziaka aww! Czy może być jeszcze lepiej? :D takie pytanie Lucy jest dziewczyną Harrego? :O powiedz że nie,prosze :( Mam nadzieje że kolejny jak najszybciej <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny, świetny, świetny:) czekam na następny :***

    OdpowiedzUsuń
  3. Boski czekamna next

    OdpowiedzUsuń
  4. super rozdział :))

    OdpowiedzUsuń
  5. uwielbiam,mam nadzieje ze next jak najszybciej :**

    OdpowiedzUsuń