piątek, 9 maja 2014

Epilog

Między mężczyzną a kobietą przyjaźń nie jest możliwa.
 Namiętność, wrogość, uwielbienie, miłość - tak, lecz nie przyjaźń.


Byłam w drodze do kawiarni, w której umówiłam się ze Styles’em, gdy zobaczyłam na ławce przed sobą, parę staruszków, którzy o coś się kłócili. Przystanęłam na chwilę, aby zawiązać but i usłyszałam ich rozmowę.
-Miałeś kupić mąkę, a Ty jak zwykle kupiłeś to co nie potrzeba! – mówiła kobieta wyraźnie przy tym gestykulując. – No i jak ja teraz upiekę placek? Wnuki dzisiaj przyjeżdżają to wypadałoby ich ugościć, ale nie, bo Ty jak zwykle musiałeś zapomnieć! Jakbyś nie mógł sobie zapisać! – w tym momencie staruszek przytulił ją do siebie i pocałował.
- Kocham Cię, ale nie gadaj tyle. Zaraz pójdziemy do sklepu i jeszcze zdążysz upiec placek, a ja Ci pomogę. – kobieta uśmiechnęła się i przytuliła do męża. Poczułam jak po moim policzku spłynęły łzy. Chciałabym być na ich miejscu, razem z Harrym. Kłócić się o byle co, a później przepraszać, spędzać z nim każdą wolną chwilę, mieć dzieci, a później wnuki. Rzuciłam jeszcze jedno spojrzenie w kierunku kobiety, która także mi się przyglądała i uśmiechała życzliwie. Odwzajemniłam uśmiech i ruszyłam w stronę umówionego miejsca. Gdy już się tam znalazłam od razu poczułam charakterystyczny zapach parzonej kawy. Rozejrzałam się po pomieszczeniu i zobaczyłam przyjaciela, który mi machał ukazując w uśmiechu dołeczki, które tak bardzo kochałam. Usiadłam obok niego i zamówiłam gorącą czekoladę. Popatrzyłam na bruneta, który mierzył kelnera z mordem w oczach.
- O co chodzi? - zapytałam wyraźnie zdezorientowana jego zachowaniem.
- Ten kelner patrzył na Ciebie jak na jakąś dziewczynę, którą można przelecieć i zostawić. Nie pozwolę, żeby Cię ktoś wykorzystał. – nie wiedziałam co odpowiedzieć, w takich sytuacjach robi sobie scenę zazdrości. No bez jaj.
- Przestań, przecież on tylko odebrał zamówienie. – próbowałam obronić kelnera.
- I Ty jeszcze go bronisz? Może jesteście w jakimś potajemnym związku, w którym się kochacie, pieprzycie i planujecie ślub?! – wykrzyczał, a ja nie wytrzymałam i przyłożyłam mu z liścia, tak że aż mnie zabolało.
- Nie jestem w żadnym potajemnym związku! Nie mogłabym być, bo kocham tylko Ciebie, ale nie zauważasz tego, bo dla Ciebie to tylko seks, nic więcej. – krzyknęłam i wyszłam z kawiarni, w której odegraliśmy niezłą scenę. Co to w ogóle miało być? Zarzuca mi, że sypiam z nim i jednocześnie z jakimś kelnerem, którego nawet nie znam? Co najlepsze przez tą wściekłość powiedziałam mu to, co nie chciałam, aby wyszło na światło dzienne. Powiedziałam mu, że go kocham. Szłam nie powstrzymując już łez, gdy usłyszałam nawoływanie Harrego. Chłopak bez trudu mnie dogonił i zmusił, abym się zatrzymała.
- Czego chcesz?! Daj mi spokój! – krzyknęłam, zwracając tym samym uwagę przechodniów.
- Na prawdę mnie kochasz? – zapytał.
- Nie kurwa, na niby. – nadal płakałam, a chłopak mnie przytulił, dzięki czemu jeszcze bardziej się rozpłakałam.
- Dlaczego nie powiedziałaś mi tego wcześniej? – odsunęłam się od niego i wytarłam wilgotne policzki.
- Właśnie dlatego, nie chcę, żebyś się nade mną litował. Było dobrze, a ja musiałam to wszystko zjebać tymi dwoma głupimi słowami.
- Ale, ja Cię nie kocham. Nie mogę Ci nic obiecać. Przepraszam. – wyszeptał, a ja rozpłakałam się jeszcze bardziej.
- Widzisz? Właśnie dlatego nic nie mówiłam. Tymi słowami zniszczyłam naszą przyjaźń i złamałam sobie serce. Zawsze myślałam, że gdy powiem komuś, że go kocham, on odpowie tym samym. Życie jest do dupy, Harry. – chciałam jeszcze ostatni raz poczuć smak jego ust. Raz kozie śmierć. Wzięłam głęboki oddech i zapytałam. – Mogę Cię o coś prosić?
- O co tylko zechcesz. Pamiętaj, że nadal jesteś moją najlepszą przyjaciółką i zrobię dla Ciebie wszystko. – nawet mnie pokochasz? Wątpię.
- Pocałuj mnie, ostatni raz mnie pocałuj. – szepnęłam prawie niesłyszalnie obawiając się jego reakcji. Harry bez wahania pochylił się nade mną i wpił w moje usta z taką pasją, z jaką nigdy mnie nie całował. Robił to delikatnie, jakby bał się, że jakieś gwałtowniejsze ruchy sprawią, że rozsypię się na kawałki. Nasze języki poruszały się w idealnym tańcu namiętności. Harry złączył nasze czoła i przysunął mnie jeszcze bliżej.
- Zadam Ci pytanie, nad którym się dobrze zastanów i jak będziesz gotowa, daj mi odpowiedź, okej? – skinęłam potakująco głową.
- Jak długo będziesz mnie kochać?

***

Wróciłam do domu i udałam się do swojego pokoju. Weszłam do łazienki i mój wzrok skupił się na pewnym przedmiocie. Żyletka. Sięgnęłam po nią i z płaczem zsunęłam się po ścianie, aby usiąść. Już miałam przejechać nią po nadgarstku, gdy usłyszałam muzykę dobiegającą z mojego pokoju. Pewnie nie wyłączyłam telewizora. Zamknęłam oczy i wsłuchałam się w jej tekst.

I know the feeling / znam to uczucie
Of finding yourself stuck out on the ledge / gdy znajdujesz się na krawędzi
And there ain't no healing / i  nie ma lęku
From cutting yourself with the jagged edge / przed pocięciem się postrzępionym nożem
I'm telling you that / mówię Ci że
It's never that bad / nidgy nie jest tak źle
Take it from someone who's been where you're at / posłuchaj kogoś kto był, tam, gdzie jesteś teraz Ty
Laid out on the floor / leżysz na podłodze
And you're not sure /  nie jesteś pewna
You can take this anymore / czy możesz to znieść

Poczułam gromadzące się pod powiekami łzy, więc otworzyłam oczy i pozwoliłam im swobodnie spływać po policzkach. Odłożyłam żyletkę na swoje miejsce i postanowiłam napisać piosenkę, która będzie odpowiedzią na pytanie Harrego. Zabrałam się za pisanie i po dwóch godzinach miałam już całą. Przypomniałam sobie, ze przenieśliśmy pianino do salonu, więc postanowiłam sprawdzić, jak tekst będzie komponował się z muzyką. Usiadłam przy pianinie i nacisnęłam klawisz. Tak długo nie grałam. Zaczęłam poruszać palcami po klawiszach, uzyskując tym samym właściwą melodię. Po chwili dodałam do tego także mój głos.

How long will I love you / jak długo będę Ci kochać?
As long as stars are above you / tak długo, jak gwiazdy będą ponad Tobą
And longer if I can / i dłużej jeśli mogę

How long will I need you / jak długo będę Cię potrzebować?
As long as the seasons need to / tak długo jak pory roku będą musiały
Follow their plan / postępować zgodnie z planem

How long will I be with you / jak długo będę z Tobą?
As long as the sea is bound to / tak długo jak morze będzie zobowiązane do
Wash upon the sand / rozmywania piasku

How long will I want you / jak długo Cię będę pragnęła?
As long as you want me to / tak długo jak Ty będziesz mnie pragnął
And longer by far / i o wiele dłużej

How long will I hold you / jak dług będę Cię trzymała?
As long as your father told you / tak długo jak powiedział Ci tata
As long as you can / tak długo jak potrafisz

How long will I give to you / jak długo będę Ci ofiarowała?
As long as I live through you / tak długo jak będę żyła dzięki Tobie
However long you say / jak długo powiesz

How long will I love you / jak długo będę Cię kochać?
As long as stars are above you / tak długo jak gwiazdy będą  ponad Tobą
And longer if I may / i dłużej jeśli mogę

How long will I love you / jak długo będę Cię kochać?
As long as stars are above you / tak długo jak gwiazdy będą  ponad Tobą

Nawet nie zorientowałam się, że przede mną stoi Lucy z głupawym uśmieszkiem i Harry, który wpatrywał się we mnie pustym wzrokiem.
- Harry, jaką masz utalentowaną przyjaciółeczkę. – powiedziała Lake, a ja poczułam, że w moich oczach gromadzą się łzy i czym prędzej stamtąd wyszłam. Usłyszałam tylko śmiech Lucy. A Harry?
Nic się nie odezwał. Właśnie odpowiedziałam mu na pytanie, które mi zadał, a on sprowadza sobie do domu dziewczynę do seksu, bo przecież ja już z nim nie sypiam. Dlaczego? Ponieważ byłam na tyle głupia, że przypadkiem powiedziałam mu, że go kocham i wszystko spieprzyłam. W życiu są dwie sytuacje: albo coś spieprzyłeś, albo ktoś kazał Ci spieprzać. W moim życiu oficjalnie wystąpiły obydwie sytuacje.



Szliśmy po parku w zupełnej ciszy, już od jakichś dziesięciu minut. To nie była krępująca cisza, wystarczyło nam przebywanie koło siebie. Nadal jeszcze przyłapuje się na myśleniu o tym, co by było, gdybym nie dała Harremu drugiej szansy i nadal była z Jamesem. Tak, chodziłam z Jamesem. Zaraz po powrocie z Hiszpanii postanowiłam spróbować związku z nim, ale niedługo po tym stwierdziliśmy, że nie ma sensu tego ciągnąć. On był zawiedziony, bo nie okazywałam mu uczuć, a ja, bo nie był Harrym, którego nadal kocham, ale pogodziłam się z tym, że do usranej śmierci będziemy tylko przyjaciółmi.
- Jane, powtórz to. – wyrwał mnie z zamyśleń i zatrzymał się przy pobliskiej ławce, na której usiedliśmy.
- Ale co?
- To co mi powiedziałaś w parku, gdy się pokłóciliśmy. – popatrzył mi w oczy i czekał na odpowiedź.
- Kocham Cię, Harry i nigdy nie przestanę. Próbowałam się tego pozbyć, ale nie umiem. Wiem, że… - nie dane było mi dokończyć, ponieważ złożył mi na ustach delikatny pocałunek, który natychmiastowo odwzajemniłam, pogłębiając go.
- Jane, zrobię dla Ciebie wszystko.
- Tylko mnie kochaj. – wyszeptałam wtulając się w chłopaka.
- Uzależniłem się od Ciebie, od Twojego dotyku, ust, widoku, dźwięku twojego głosu. Jesteś moją własną odmianą heroiny. Ja… - przerwał, a ja podniosłam się i spojrzałam na niego wyczekująco. – Kocham Cię, przepraszam, że dopiero teraz to zrozumiałem. – w mgnieniu oka na mojej twarzy pojawił się ogromny uśmiech, a serce przyspieszyło dwukrotnie. Matko, to na pewno sen, umarłam i jestem w niebie. Harry pochylił się nade mną i zachłannie wpił w moje usta. Zaplotłam ręce na jego karku i bawiłam się jego kręconymi włosami. Całowaliśmy się długo i namiętnie, z tą różnią, że dzisiaj całował mnie chłopak, który odwzajemnia moją miłość, a nie przyjaciel. W końcu mogę powiedzieć, że po wielu miesiącach smutku, jestem szczęśliwa, z osobą, którą kocham.

________________________________________

I w ten oto sposób dobrnęliśmy do końca!
Przede wszystkim dziękuję tym osobom, które nie opuściły mnie, pomimo długiej nieobecności :))
Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze i ciepłe słowa, które wywoływały uśmiech na mojej twarzy. 
Całe to opowiadanie miało skończyć się zupełnie inaczej, miałam podzielić je na dwie części i jeszcze bardziej pokomplikować, wyszło inaczej niż planowałam, ale zawsze wyszło.
To nie koniec mojego pisania, ponieważ mam jeszcze drugiego bloga, na którego serdecznie zapraszam.
Dziękuję za wszystko :))

środa, 7 maja 2014

Chapter thirteenth

Coraz częściej dochodzę do wniosku, że seks,
 po­dob­nie jak narkotyki, jest ucieczką od rzeczywistości,
 pozwala zapomnieć o kłopotach, odprężyć się.
 I jak wszystkie używki szkodzi i wyniszcza. 

Rozdział zawiera treści erotyczne, nieprzeznaczone dla osób niepełnoletnich.


Po skończonym prysznicu przebrałam się w zwykłe, szare dresy i jakąś zbyt dużą koszulkę, po czym ruszyłam w stronę mojego pokoju. Spakowałam potrzebne na jutro książki i przygotowałam odpowiedni strój, a następnie ułożyłam się do łóżka. Była godzina 20:30, więc po raz pierwszy od wielu dni wreszcie się wyśpię. Gdy byłam już na krawędzi snu usłyszałam ciche pukanie. Mruknęłam niezadowolona i podniosłam się, aby otworzyć drzwi. Moim oczom ukazała się sylwetka Harrego. Ubrany był tylko w szare dresy, przez co wyglądał niepoprawnie przystojnie i seksownie. Nisko wiszące spodnie idealnie ukazywały linie tworzące literę V, a fakt, że był bez koszulki dodawał temu widokowi seksowności. Opamiętałam siebie i moje niezbyt grzeczne myśli, gdy poczułam, że przyciąga mnie do siebie i po chwili byłam szczelnie zamknięta w jego uścisku. Zaciągnęłam się jego zapachem, który tak bardzo uwielbiałam. Zawsze, gdy tylko znajdowałam się w jego ramionach miałam dziwne poczucie bezpieczeństwa. Zupełnie inaczej czułam się w obecności Jamesa. Nie było tej całej otoczki ‘cudowności’ kiedy przebywaliśmy ze sobą. Byliśmy tylko przyjaciółmi, choć muszę przyznać, że w pewnym stopniu mnie pociągał. Co prawda nie w taki sposób w jaki robił to Harry, ale na swój własny. Może było to spowodowane także faktem, że kochałam Harrego, a Jamesa darzyłam jedynie miłością braterską.
Czemu nie powiesz wreszcie Harremu, że go kochasz? Wszystko byłoby o wiele prostsze.
Mylisz się, nic nie byłoby prostsze tylko wszystko poplątało by się jeszcze bardziej, a ja byłabym w środku tej całej plątaniny. Poza tym cholernie się tego boję. Boję się, że jak tylko wyznam mu uczucie, to zabawi się mną tak jak innymi i po paru razach rzuci, jak nic nie znaczącą zabawkę. Przecież mieszkamy w tym samym domu i dokładnie wiem ile dziewczyn wchodziło i wychodziło tymi drzwiami. Jestem pewna, że większość dziewczyn ze szkoły chociaż trochę kojarzy wnętrze mojego domu, a już szczególnie Lucy.
- Jane, mogę spać z Tobą? – moje wewnętrzne rozterki przerwał Harry, gdy nadal tkwiliśmy w szczelnym uścisku.
- Tak, pewnie. Chodź. – powiedziałam, ale nadal kurczowo obejmowałam jego ciało swoimi rękami.
- To wiesz, jak chcesz iść spać to musisz mnie puścić. – szepnął, a przez moje ciało przebiegła fala przyjemnych dreszczy.
- Mhmm. – mruknęłam i rozkoszowałam się jego zapachem. Pachniał wanilią i żelem pod prysznic, ale przede wszystkim pachniał Harrym. Zaśmiał się i zaczął nucić znaną mi melodię All About Us. – Zanieś mnie. – wybełkotałam, gdy już powoli odpływałam przy melodii jego głosu. Zaśmiał się, ale nic nie powiedział i już po chwili znajdowaliśmy się w moim łóżku. Brunet przytulił mnie do siebie i składał pojedyncze pocałunki na mojej szyi i ramieniu. Cholernie mi się to podobało, ale umierałam w środku, wiedząc że jest tak blisko, a jednocześnie tak daleko.
- Harry, przestań. – powiedziałam cicho i chciałam się odsunąć, ale uścisk wokół mojej talii tylko się zacieśnił.
- Dlaczego? Przecież jesteśmy przyjaciółmi, a jako Twój najlepszy przyjaciel mogę sprawić, żebyś była szczęśliwa. – powiedział i dalej całował moje części ciała. Oh, nawet nie wiesz, że jak tylko Cię widzę to dostaję palpitacji serca, a mój żołądek wykonuje dziwny układ choreograficzny.
- No właśnie, przyjaciel. Nie powinieneś robić tego Twojej dziewczynie. – która jest pewnie w Tobie zakochana na zabój, dodałam w myślach. Chłopak zmienił pozycję i teraz zwisał kilka centymetrów nade mną
- Jesteś o wiele ważniejsza. – uśmiechnął się i wrócił na poprzednie miejsce. Przez chwilę miałam nadzieję, że mnie pocałuje.
Nadzieja matką głupich, nikt Ci nigdy tego nie mówił?
Splótł nasze palce razem, przez co się uśmiechnęłam i rozluźniłam. Niby mały gest, ale działał na mnie niesamowicie uspokajająco.
- To co powinienem robić jako przyjaciel?
- Powinieneś wysłuchać mnie, kiedy będę bredzić o męczących mnie sprawach. Później opieprzyć mnie, że przejmuję się bardziej sprawami moich znajomych, niż własnymi.
- No to mów co Ci chodzi po głowie moje drogie dziecko. – powiedział to tak poważnym tonem, że od razu wybuchłam śmiechem. – Nie śmiej się ze mnie tylko gadaj, mała. – dźgnął mnie palcem w żebro i wrócił do bawienia się moimi palcami.
- No bo taka moja koleżanka ma dylemat, a ja nie wiem jak jej pomóc. – cóż, gdybyś wiedział, że to ja nią jestem, to już nie byłbyś taki chętny do rozmowy. – A właściwie to nieważne. – machnęłam ręką i obróciłam się tyłem do Harrego. Przyciągnął mnie do siebie, tak że plecami dotykałam jego klatki piersiowej. Nagiej. Człowieku przestań, bo zaraz policzki mi się spalą. Przynajmniej dobrze, że jest ciemno i nie widzi mojej twarzy, która kolorem przypomina dojrzałą peonię.
- No powiedz, może Ci pomogę, a Ty pomożesz tej swojej koleżance. – szepnął mi do ucha, dzięki czemu przez moje ciało przebiegła fala dreszczy. Harry całował mnie po ramieniu.
- Przestań, bo nie mogę się skupić. – syknęłam, na co się zaśmiał, ale przestał mnie całować.
- Aż tak bardzo Cię dekoncentruję? – zapytał przygryzając lekko płatek mojego ucha. – No już gadaj, mała.
- No bo ona mówiła mi, że ma dylemat.
- A dokładniej?
- Nie wcinaj się w słowo. Nie wiesz, że tak nieładnie? Ma dwóch przyjaciół, z czego jeden jest taki najlepszy. Wie, że może z nim o wszystkim porozmawiać, a on zawsze jej pomoże, wysłucha i obroni w razie potrzeby. Ten drugi też oczywiście jej pomoże, ale problem polega na tym, że się zakochała. Nie w tym drugim, tylko w tym najlepszym.
- No i ja nie wiedzę w tym problemu. Niech mu powie co czuje, a skąd wie? Może on też ją kocha, ale nie wyzna tego, bo boi się, że zniszczy ich dotychczasowe relacje. – Ty tak serio? Przez chwilę moje serce waliło jak oszalałe. Ale to niemożliwe. Harry nie wie, że chodzi o mnie.
- To nie takie proste. Nadajmy im jakieś imiona, bo wyjdzie zbyt zagmatwane i nawet ja się pogubię. Może ten co go kocha to będzie Heniek, a ten drugi Stasiek? Co Ty na to? – razem ze Styles’em wybuchliśmy śmiechem, dopiero jak się opanowałam skończyłam opowiadać mu moje dylematy. – No to ten Heniek co tydzień sypia z inną dziewczyną. Nie, no może przesadziłam. W każdym bądź razie dużo ich już miał. Jakby to powiedzieć. Na jego języku jest więcej DNA dziewczyn, niż w jakimkolwiek laboratorium. I ona boi się, że będzie tylko chwilową zabawką, dopóki Heniek nie znajdzie sobie innej. A co do Staśka to chodzi o to, że ona czuje się z nim dobrze, lubi spędzać z nim czas, ale nie chce mu dawać nadziei, bo i tak nic z tego nie będzie. Zapomniałabym, a przecież to jest najważniejsze. Ten Stasiek się w niej zakochał. No i powiedz, Harry. Jak ja mam jej pomóc? – zapytałam bruneta, który leżał obok mnie. Mam nadzieję, że nie usnął.
- Nieźle chora ta sytuacja. Powiem tak, skoro ona kocha tego Heńka, tak? – przytaknęłam głową. – To może warto spróbować powiedzieć mu co czuje. A nóż, widelec on czuje to samo i będą mogli być razem, a Stasiek zrozumie, że kocha go tylko jako przyjaciela i znajdzie sobie inną dziewczynę. – o, czyli jednak nie śpi. Gdyby to kurwa było takie łatwe to już dawno bym Ci powiedziała.
- Dziękuje Ci za wszystko, na pewno jej to przekażę. – wtuliłam się w chłopaka, który odwzajemnił mój gest. Przewrócił nas tak, że teraz to on był na górze i zaczął zbliżać swoją twarz na niebezpieczną odległość.
- Mogę Cię pocałować? – zapytał patrząc na moje usta, a mnie zamurowało. Że co do cholery? To jakaś ukryta kamera, w której jakiś facet zaraz wyskoczy zza kwiatka i powie mi, że to tylko żart? Nie zdążyłam nic odpowiedzieć, bo chwilę później poczułam usta chłopaka na swoich. Całował mnie delikatnie z każdym muśnięciem pogłębiając pocałunek. Nie przypuszczałam, że to się jeszcze wydarzy. Że pocałuje mnie kolejny raz od czasu imprezy.
Znowu złamie Ci serce.
Odsunęłam nieprzyjemne myśli i skupiłam się tylko na chwili obecnej. Przekręciłam się tak, że siedziałam na Harrym, nadal go całując. Nie mam pojęcia co mną kierowało, ale wiem jedno, pragnę go jak nigdy przedtem. Jego ręce błądziły po moich plecach i po chwili znajdowałam się bez bluzki. W duchu gratulowałam sobie, że założyłam komplet czarnej, koronkowej bielizny, którą niedawno kupiłam. Moje ręce zjeżdżały coraz niżej, aż wreszcie zatrzymały się na tasiemce bokserek Harrego. Styles oderwał się ode mnie i spojrzał na mnie swoimi pociemniałymi z pragnienia tęczówkami.
- Jesteś pewna, że tego chcesz? Bo ja Cię do niczego nie zmuszam.
- Jeszcze nigdy nie pragnęłam kogoś bardziej, tak jak Ciebie teraz. – powiedziałam na co się uśmiechnął i mocniej wpił w moje usta. Pozbył się moich spodni, a ja jego i po chwili byliśmy w samej bieliźnie. Nadal siedziałam na brunecie i trochę się krępowałam, biorąc pod uwagę to, że za chwilę stracę dziewictwo i siedzę w samej bieliźnie na moim przyjacielu. Ale hej! Mną się nie przejmujcie, przecież robię to codziennie. W pewnym momencie chłopak się obrócił i teraz to on siedział na mnie nie przerywając pocałunku.
- Lubię jak dziewczyny są na górze, ale zdecydowanie to ja wolę mieć kontrolę. – powiedział i zaczął odpinać mój stanik. Odruchowo zakryłam piersi rękami, gdy już zostałam pozbawiona górnej części mojego ubioru. Harry odciągnął moje ręce i popatrzył mi w oczy, przerywając pocałunek.
- Jane, jesteś najpiękniejszą kobietą jaką kiedykolwiek widziałem, a uwierz mi, było ich niemało. Nie masz się czego wstydzić. – powiedział, a moje policzki zalał rumieniec. Uważa, że jestem piękna? Matko, ja chyba śnię. Pozbył się również moich majtek i swoich bokserek. Po chwili odszedł ode mnie i wrócił z jakąś małą paczuszką, która jak się później okazało była prezerwatywą. Nałożył ją na swoją pokaźną męskość i ustawił się pomiędzy moimi nogami, rozsuwając uprzednio kolanem moje uda, które złączyłam ze wstydu. No bo proszę was! Leżałam pod nim całkowicie naga.
- Jesteś tego pewna? – jak mnie jeszcze raz spytasz to coś Ci zrobię. – Nie chcę, żebyś później tego żałowała. Wystarczy jedno słowo, a wszystko przerwę. Okej? – kiwnęłam potakująco głową. Harry wszedł we mnie, a ja krzyknęłam. Nie z przyjemności tylko z bólu jaki czułam. Poruszał się we mnie powoli cały czas mnie całując. Uczucie rozepchania powodowało, że do moich oczu napływały coraz to świeższe łzy, których nie mogłam się pozbyć. Pomimo tego wszystkiego nie chciałam przerywać, czułam, że robię to z osobą, którą kocham i to mi wystarczyło, aby jakoś przetrwać ten cały ból, który towarzyszył utracie dziewictwa.
- Shh kochanie, zaraz przestanie Cię boleć. – powiedział, gdy z moich ust po raz kolejny wydobył się krzyk bólu. Nie wiem, czy to przez to, że powiedział do mnie kochanie, ale moje ciało powoli zaczęło się przyzwyczajać do tego uczucia wypełnienia. Co prawda nadal czułam lekki dyskomfort, ale nie był on jakoś bardzo uciążliwy. Czułam się dobrze, a gdy chłopak zaczął się poruszać coraz szybciej doszło do mnie, że właśnie uprawiam seks z Harrym. Z tym samym Harrym, którego znam od dziecka, i którego kocham. Poruszył się jeszcze parę razy, po czym doszedł, krzycząc coś na kształt mojego imienia i opadł na moje ciało. Odgarnęłam mu ze spoconego czoła niesforne kosmyki włosów, na co się uśmiechnął, co ja także uczyniłam.
- Wszystko w porządku? Jak się czujesz? – zapytał.
- Jest dobrze. – nie kłamałam, na prawdę dobrze się czułam. Lekko go pocałowałam. Harry wyszedł ze mnie, powodując grymas na mojej twarzy z powodu uczucia dyskomfortu. Wyrzucił prezerwatywę, po czym położył się obok, szczelnie zamykając moją osobę w uścisku. Pocałował mnie w czoło i zaczął nucić moją ulubioną piosenkę Fix You. – Harry?
- Mhm? – mruknął co było pozwoleniem, abym kontynuowała i znakiem, że mnie słucha.
- Czy, no wiesz… no wiesz o co mi chodzi. No, czy tego, no, podobało Ci się choć trochę? – zapytałam, jąkając się.
- Oszalałaś? – oh, no kurczę, nie musisz tak dobitnie mówić mi, że byłam beznadziejna. – Wiesz jakie to świetne uczucie, wiedzieć, że byłem pierwszym chłopakiem, któremu oddałaś się w całości? Byłaś cudowna, pomimo tego, iż był to Twój pierwszy raz. – pocałował mnie, a na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Zawsze myślałam, że po skończonym seksie powiem chłopakowi, że go kocham, a on odpowie to samo, mogłam powiedzieć to Harremu, ale zniszczyłabym tylko naszą relację, więc siedziałam cicho ze złamanym sercem.
- Przepraszam. - powiedziałam cicho.
- Za co? - za to, że Cię kocham.
- Podrapałam Ci plecy. - szepnęłam i zaczęłam delikatnie wodzić palcem po śladach pozostawionych na jego skórze, powodując śmiech bruneta. No powiedz, co jest takie śmieszne to pośmiejemy się razem.
- To najlepszy rodzaj bólu, jaki kiedykolwiek mnie spotkał. -  Harry zostawił na mojej szyi parę malinek. I jedyne co jeszcze pamiętam to, to że usnęłam wtulona w chłopaka, którego kocham, przy melodii jego cudownego głosu. 
_________________________________________

Po długiej przerwie wróciłam :))
Postanowiłam nie urywać tej historii w niewiadomym momencie i ją dokończyć. 
Jest to ostatni rozdział, a w sobotę wieczorem lub w niedzielę pojawi się epilog.
Teraz wyjaśnię kilka kwestii.
Celowo pominęłam wątek, w którym James wyznaje miłość Jane, ponieważ musiałabym napisać jeszcze kilka rozdziałów, na które zupełnie nie miałabym pomysłu, tak samo jest z wycieczką do Hiszpanii, także zostanie pominięta :) 
Myślę, że ktoś tu jeszcze jest, więc proszę o opinie ;D
Nie będę wyznaczać już granicy komentarzy, ponieważ tak czy inaczej dodam epilog, więc nie będzie to miało większego sensu. :))

sobota, 3 maja 2014

Przepraszam

Tak bardzo was przepraszam, że rozdziału tak długo nie ma i raczej się już nie pojawi. Postanowiłam zrobić sobie przerwę, myślałam, że ten miesiąc coś da, wpadnie mi kilka nowych pomysłów jak dalej prowadzić tego bloga, ale nie stało się kompletnie nic. Za każdym razem, gdy otwierałam nowy dokument, aby napisać nowy rozdział miałam w głowie pustkę. Siedziałam przez długi czas przed ekranem, czekając na jakiś cud. Jeszcze kilka miesięcy temu miałam masę pomysłów na tego bloga, które teraz ulotniły się niczym balon z helem. Dziękuję wam za to, że tuta zaglądałyście i pozostawiałyście komentarze, ale to chyba ostatni post, który tutaj umieszczam. Nie mam kompletnie siły, coś ze mnie wyparowało i nie chce wrócić. Jeszcze raz bardzo przepraszam. Bardzo, bardzo przepraszam.




poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Chapter twelfth

Chociaż raz przeczytaj notkę pod rozdziałem, to na prawdę ważne.

Żyj spokojnie, niech Ci się wiedzie,
i nie rozmawiajmy dzisiaj,
 bo nie wiem co mam powiedzieć.


Szłam korytarzem, zmierzając pod klasę, w której miała się odbyć następna lekcja. Po drodze analizowałam wszystkie zdarzania jakie miały miejsce w sobotnią noc i w poniedziałek. Przekonałam samą siebie – kocham Harrego i wiem, że to uczucie pewnego dnia mnie zniszczy. Jak mogłam pozwolić mu się pocałować? Jak mogłam tego chcieć? Nie mogę z nim być.
Dlaczego zakładasz od razu najgorsze?
Bo nie jestem pieprzoną optymistką, która patrzy na wszystko w tym cholernym świecie z uśmiechem. Jestem realistką, której poglądy podchodzą bardziej pod pesymistyczne. Tak, to ja i nikt tego nie zmieni, chyba, że w tym cholernym świecie zdarzy się cud.
Będzie dobrze, na pewno wszystko się ułoży.
Ściągnij w końcu te swoje cholerne, różowe okulary i współpracuj ze mną, w końcu jesteś moją podświadomością, nie powinnaś czasem czuć tego co ja?
A jak się teraz czujesz?
Jak gówno. Wybacz za dobór słów.
Tym oto sposobem zakończyłam tę bezsensowną kłótnię i podeszłam do mojej szafki, aby wziąć potrzebne książki. W jednej chwili mój świat rozpadł się na milion kawałeczków. Niedaleko mojej szafki stał Harry razem z Lucy i jak gdyby nigdy nic się z nią całował.

A miało być tak pięknie,
Miało nie wiać w oczy nam
I ociekać szczęściem
Miało być sto lat, sto lat.

Moja podświadomość wreszcie ściągnęła te swoje okulary. Wreszcie poszłaś na współpracę.

Tracę zmysły,
Kręcę się w kółko
I głęboko wewnątrz
Moje łzy toną
Tracę przyczepność,
Co się dzieje?
Uciekam od miłości,
To właśnie czuję.

Nie mogłam powstrzymać płynących łez. Przeszłam szybko obok osoby, przez którą ostatnio dość często zdarza mi się płakać.
- Tylko się nie udławcie. – rzuciłam i chyba moje słowa sprawiły, że się od siebie oderwali. Harry popatrzył na mnie zdziwionym wzrokiem, ale po chwili chyba dotarło do niego co mówił mi ostatnio. Lucy to zwykła dziwka, nie wiem jak mogłem spędzić z nią choć jedną noc. To już się nigdy więcej nie powtórzy. Obiecuję. Cóż, wprawdzie dotrzymał obietnicy, bo w końcu z nią nie spał. Chyba. Przyspieszyłam kroku, a moje nogi poprowadziły mnie w stronę łazienek. Tam przynajmniej nie wejdzie.
Nie byłabym tego taka pewna, on jest zdolny do wszystkiego. 
Miejmy nadzieję, że tego nie odważy się zrobić. Weszłam szybko do – jak myślałam – mojego schronienia. Oparłam się o umywalkę i wybuchłam płaczem. W tym momencie miałam w głębokim poważaniu, czy ktoś mnie usłyszy lub zobaczy. Mój świat legł w gruzach razem z nadziejami na to, że Harry może coś do mnie czuć. Weszłam do zbyt dużej kabiny i zsunęłam się po niej na podłogę. Zgięłam nogi w kolanach i przyciągnęłam pod brodę, którą później na nich oparłam. Postanowiłam przeczekać tu parę następnych minut i popłakać, użalając się nad swoim beznadziejnym życiem. A wszystko zaczęło się od kiedy Harry ponownie pojawił się w moim życiu. A niech Cię szlag, Styles. Dlaczego nie możesz nadal wyglądać jak pączek i odstraszać wszystkich dziewczyn? Dlaczego musisz być tym cholernym, greckim bogiem, do którego wszystkie lgną, jak ćmy do ognia? Dlaczego pozwoliłam sobie się w Tobie zakochać? Miłość jest do bani. Przychodzi w najmniej oczekiwanym momencie. Człowiek żyje normalnie, nie przejmując się opinią innych, ani następnym dniem. Jak to mówią ‘carpe diem’. A tu nagle przychodzi taki dzień, że spotykasz tą jedyną osobę, która przewraca twoje życie do góry nogami i bang, zanim się zorientujesz zakochujesz się w niej. Dlaczego musiałam się zakochać akurat w nim? Nie mógł to być ktoś, kto odwzajemnia moje uczucia? A może nie ma miłości? Może to tylko zauroczenie, które z czasem przeradza się w przyzwyczajenie?
A może on się boi pokazać, że lubi Cię za bardzo?
Spieprzaj głupi głosiku, który dajesz mi złudną nadzieję, chociaż wiesz, że to niemożliwe. Sam powiedział, że się nie zakochuje. Pamiętam ten dzień, w którym zapytałam go, czy czuł coś do dziewczyn, z którymi się kochał. To dobrze wiesz co odparł. Ja się nie kocham, ja się pieprzę i to ostro. Cóż, z jego wypowiedzi można wywnioskować, że nigdy nikogo nie kochał. I raczej jego związki miały na celu sprawianie przyjemności obu stronom.
Mówisz jak ten Christian z ostatniej książki, którą czytałaś.
W końcu nazwisko mówi samo za siebie. Jest taka piosenka, która fantastycznie komponowałaby się z moim obecnym nastrojem, a o ile dobrze pamiętam, nosi ona tytuł Skinny Love. Oh, mój skrawku miłości wytrzymaj chociaż rok. Czym sobie na to wszystko zasłużyłam? No dobra, rozumiem, może kłótnie z nauczycielem muzyki o to, że The Script tworzą zdecydowanie lepsze utwory od Bacha nie była odpowiednia, no ale bez przesady. Każdy ma swoje zdanie i większość klasy się ze mną zgodziła. Nie trzeba było mnie karać, nie aż tak. Moje życie jest do dupy. Nawet nie potrafię się skupić na jednym temacie w kwestii użalania się nad swoją marna osobą. Nagle usłyszałam znajomy dźwięk otwieranych drzwi i pewnie ktoś wszedł do środka.
- Jane, wyjdź stąd w końcu. Siedzisz tu już dobre 20 minut. Musimy porozmawiać. – warknął bardzo dobrze znany mi głos. Głos, w którym byłam ślepo zakochana. ‘Musimy porozmawiać’. Jak ja nienawidzę tych słów. Zawsze wróżą coś złego. – Jane, wiem, że tu jesteś.
- Wcale mnie tu nie ma. – odpowiedziałam, a później palnęłam się otwartą dłonią w czoło. Przecież jakbym się nie odzywała to by wyszedł. Moja podświadomość zaczęła mi bić brawo, z miną, którą obdarza się psychicznie chorych.
- Dlaczego tu siedzisz? Porozmawiaj ze mną. – oh, już lecę. Jestem pewna, że jak tyko wyjdę to zaczniesz mnie bajerować i skończy się na tym, że będę chciała przelecieć Cię w jednej z kabin. Nie, za taką rozmowę podziękuję.
- Idealnie pasuję do tego miejsca.
- Co? Czemu? – nawet przez to coś co można było nazwać ścianą wyczułam, że zrobił zdziwiona minę. Chociaż nie wiem, czy to nadawało by się na ścianę. Jakbym rzuciła się na to z całej siły to pewnie wylądowałabym po drugiej stronie, cała obolała.
- Bo czuję się jak gówno. – dziwne, że nagle naszła mnie ochota, aby powiedzieć mu co o nim myślę. Dzięki tej cudownej ścianie nie czułam się skrępowana w jego towarzystwie. – Wiesz, Harry przypomniała mi się idealna piosenka dla Ciebie. Nosi ona tytuł King of Pain. Zachowujesz się jakbyś mógł wszystko. Jakby każda dziewczyna mogła być Twoja. Zdobywasz je, pieprzysz się z nimi, a potem jak gdyby nigdy nic idziesz do następnej. To się nazywa tchórzostwo, Harry. Boisz się zaangażować i być z dziewczyną dla czegoś więcej niż seksu. Myślisz, że po tym jak mnie pocałowałeś na imprezie to będę wniebowzięta i wskoczę Ci do łóżka? Myślisz, że prześpię się z Tobą, a potem o tym zapomnę? Cóż, masz pecha kolego, bo tego nie zrobię. – w pewnym momencie szarpnął mocno za drzwi, tak że wyleciały z zawiasów. Mówiłam, gówno, a nie drzwi. Podszedł do mnie i podciągnął do góry tak, że byłam na równi z nim. Ups, lekko się wkurzył.
- Wolałbym, żebyś powiedziała mi to w twarz. – był tak blisko, że za chwilę dostanę palpitacji serca. Moje nogi były jak z waty i utrzymywałam się na nich tylko dzięki jego ręce, którą trzymał moje przedramię.
- Powiedziałam Ci wszystko co chciałam, a teraz mógłbyś mnie puścić, bo chcę iść na następną lekcję. – powiedziałam i chciałam go wyminąć, niestety uścisk na moim ramieniu tylko się wzmocnił. Zrezygnowana spojrzałam na jego twarz, próbując odczytać jakie ma zamiary, ale nie dostrzegłam nic a nic. – Czego jeszcze chcesz?
- Ja chciałem przeprosić, no wiesz, za to co się wydarzyło na imprezie i po niej. – podrapał się po karku w geście zakłopotania, a moje oczy wyglądały niczym pokaźnych rozmiarów śliwki. Przeprasza mnie za pocałunek? No bez jaj.
- Tak, tak, cześć. – powiedziałam i czym prędzej go wyminęłam. Tylko nie płacz, tylko nie płacz. Powtarzałam sobie te słowa niczym mantrę, gdy ktoś pociągnął mnie za rękaw w stronę hali, gdzie odbywała się próba.
- Pan Philips kazał mi Cię znaleźć. Podobno ma do ogłoszenia jakąś ważną rzecz, a później jest apel, na którym masz wystąpić. – oznajmiła Darcy, która jak się później okazało to ona mnie porwała.
- Że co kurwa? Przecież ja nie będę śpiewać przed tyloma ludźmi. Zaraz, pan Philips to wychowawca Jamesa?
- Tak, dasz sobie radę. – powiedziała i ruszyłyśmy do pana Philipsa. Nie to mnie martwi. Skoro będzie tam James, to będzie również Harry, przecież oni są razem w klasie.
- Szukał mnie pan? – zapytałam.
- Tak, tak, poczekajcie chwilę, mam do ogłoszenia coś co może was zainteresować, a później zaśpiewasz tą piosenkę. – dał mi kartkę i zniknął z mojego pola widzenia. Nie zdążyłam nawet dobrze przyjrzeć się tekstowi, gdyż znowu się pojawił.
- No dobra dzieciaki, uspokójcie się na chwilę. Planowany jest wyjazd do Hiszpanii na dwa tygodnie. Wyjeżdżamy dzień po świętach. Chętnych proszę o zapisanie się przy tamtym stole. A teraz zapraszam na mały występ jaki przygotowali wasi koledzy i koleżanki. – w sali zrobiło się zbyt głośno, aby cokolwiek można było powiedzieć, więc nauczyciel musiał interweniować.
- Idę nas zapisać, idę nas zapisać wszystkich. – piszczała podniecona Darcy, powodując szeroki uśmiech na mojej twarzy. Minęło trochę czasu zanim zorientowałam się o czym jest przedstawienie i co ja w nim robię skoro nie byłam na żadnej próbie. Okazało się, że to jest coś o tym jak czują się ludzie ze złamanym sercem, wiem, głupie, ale w obecnej chwili tak bardzo mi pasowało. Nadeszła moja kolej. Wyszłam na środek, po czym przejechałam wzrokiem po wszystkich osobach znajdujących się na sali, w poszukiwaniu tych jedynych zielonych tęczówek, tych, które tak bardzo kochałam, a które tak bardzo raniły mnie na każdym kroku. Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam śpiewać.


Did it happen when we first kiss 
Cause it's hurting me to let it go
Maybe cause we spent so much time
And I know that it's no more
I should have never let you hold me baby
Maybe why I'm sad to see us apart
I didn't give it to you on purpose
Gotta figure out how you stole my heart


I wizja pocałunku wróciła. Tego jak nasze ciała wpasowały się w siebie, tego jak choć przez chwilę czułam, że może jednak czuje do mnie coś więcej, a później wszystko prysło jak bańka mydlana. Dlaczego ta cholerna bańka nie mogła trwać wiecznie?

This time was different
Felt like I was just a victim
And it cut me like a knife
When you walked out of my life
Now I'm in this condition
And I've got all the symptoms
Of a girl with a broken heart
But no matter what you'll never see me cry 

I to się stało moim celem. Nie ważne co by się stało, nigdy nie zobaczy mnie płaczącej.
______________________________________

Heeeeej xd 
Już nie mogę się doczekać, jeszcze tylko kilka dni szkoły i wolne ♥
Teraz wracamy do rzeczywistości ;)
Mam jutro dwa sprawdziany, a zamiast się uczyć dodaję rozdział haha xd
Nieważne :)
Ze smutkiem muszę stwierdzić, że pomimo tego, iż czytelników przybiera, to komentarzy jest tyle samo lub nawet mniej. Nie widzę sensu w wyznaczaniu konkretnej liczby na następny rozdział, bo i tak nikt tego nie czyta, więc tracę tylko czas wypisując te brednie. Ale postawcie się na moim miejscu. Gdyby ktoś z was prowadził bloga, to pewnie chciałby mieć jak największą liczbę komentarzy pod rozdziałem, żeby widział, że nie tylko on to czyta.
Teraz przejdźmy do konkretów, mianowicie rozdział jest dość dołujący, bo aktualnie ja jestem w dołku, więc nie jestem w stanie napisać jakiegoś full happy rozdziału, w którym znowu się pocałują.
Tak więc, myślę, że sobie to przemyślicie, ja nie zmuszam was do komentowania, ale to daje mi ogromną motywację, nawet jak chcecie napisać jakieś słowa krytyki, to wiem, że mogę jeszcze coś zmienić, żeby rozdział był ciekawszy. 
A jeżeli już chcecie skomentować to dajcie od siebie coś więcej, niż tylko słowa 'super' , 'świetny', 'wow' itd. bo mam wrażenie, że piszecie to tylko na 'odwal się', aby szybciej pojawił się rozdział.
Następny rozdział pojawi się dopiero za trzy tygodnie (mam taką nadzieję), bo muszę przemyśleć sobie parę spraw.
Sama nie wiem po jaką cholerę piszę tak wielką notkę, skoro większość z was pewnie pomyśli 'a w dupie to mam' i nawet jej nie przeczyta.
Wiem, że piszę niezbyt miłe rzeczy, za które pewnie będę was przepraszać.

sobota, 29 marca 2014

Chapter eleventh

Najgorsze było Twoje zimne spojrzenie podczas gorącego pocałunku,
bo tym razem przeciwieństwa kłóciły się ze sobą, zamiast przyciągać.


O. Mój. Boże. Miałam już nigdy więcej nie pić z tymi ludźmi. Mam już nauczkę. Przynajmniej teraz mi się film nie urwał i wszystko pamiętam. Tak, pocałunek z Harrym też. Jest on powodem tego, że cały poranek chodzę z bananem na twarzy. Przygotowałam już dla nas śniadanie i teraz czekałam, aż Harry wstanie. O wilku mowa. Usłyszałam kroki na schodach i mój banan jeszcze bardziej się powiększył.
Ale wiesz, to, że Cię pocałował nie znaczy, że jesteście razem?
Tak wiem, i nie dopuszczałam tej myśli do siebie, aż do teraz. Dzięki wielkie. Dobrze wiem, że to było jednorazowe i nic dla niego nie znaczyło. Nawet nie robię sobie nadziei, że kiedykolwiek się to powtórzy.
- Dzień dobry, mała. – powiedział i podszedł do mnie.
- Cześć, Harry. – posłałam mu jeden z najpiękniejszych uśmiechów, a on zrobił coś czego bym się nie spodziewała.
Przyciągnął mnie do siebie i pocałował, budząc wszystkie motylki w moim brzuchu do życia. Złapałam go za szyję i pogłębiłam pocałunek. Całowaliśmy się zachłannie, nie tak jak poprzednio. To uczucie było jeszcze przyjemniejsze. Oderwaliśmy się od siebie i Harry złączył nasze czoła cały czas się uśmiechając.
- Nie wierzę, że to był dopiero Twój drugi pocałunek i oby dwa były ze mną. – powiedział błądząc ustami po mojej szyi. Odchyliłam głowę dając mu lepszy dostęp.
- To lepiej uwierz. – uśmiechnęłam się, a Styles ponownie zaatakował moje usta. Gdyby mnie nie trzymał pewnie już dawno leżałabym na podłodze z papką w głowie.
- Musimy porozmawiać, Jane. – powiedział biorąc mnie na kolana i siadając na najbliższym krześle.
Kurwa.
Czuję, że ta nasza rozmowa się źle skończy i będzie ona dotyczyć tego, że nie powinniśmy się całować i takie tam.
- Chodzi mi o nasz pocałunek, nie powinienem był tego robić, ale wtedy w tym klubie, wyglądałaś tak strasznie pociągająco i nie mogłem się już dłużej powstrzymać. Zapomnijmy o tym, okej? – bingo! Jestem kurwa jasnowidzem. Powinnam zacząć szkolić się w tym kierunku. Czemu mnie to nie zdziwiło? Wiedziałam, że taki typ życia jaki ja prowadzę nie jest zgodny z jego i nic by z tego nie wyszło. Nie ma sensu się tym przejmować. To co, że złamał mi serce, przecież posklejanie go zajmie mi tylko jakiś rok.
- Tak, pewnie. Rozumiem, że to nie było przemyślane i nic dla Ciebie nie znaczyło. Nie przejmuj się, bo dla mnie też to był tylko zwykły, nic nieznaczący pocałunek.

You’re in my veins, and I cannot get you out
You’re all I taste, at night inside of my mouth
You run away, cause I am not what you found
You’re in my veins, and I cannot get you out

***

Zapowiadał się zwykły wieczór. Miałam wrócić z zajęć, przebrać się w luźne rzeczy i zacząć czytać książkę Green’a*, którą niedawno kupiłam, tak właśnie, miałam.

*Parę godzin wcześniej*

Szłam korytarzem ze Styles’em, gdy mijaliśmy jego znajomych jeden z nich podszedł do nas.
- Siema stary! – rzucił i przywitał się z Harrym. – Cześć, Jane. – przytulił mnie, byłam lekko zdziwiona, ale odwzajemniłam uścisk. Skąd on mnie w ogóle zna? – Idziesz dzisiaj? – zapytał bruneta. Idzie? Ale gdzie? Czemu ja o tym nic nie wiem? Boże, jeden pocałunek, o którym jak się okazuje mam zapomnieć, a ja już zachowuję się jak przewrażliwiona żona.
- Pewnie, że tak, to o 18 na miejscu? – zapytał, a chłopak skinął głową. – To do zobaczenia. – pożegnali się i tym razem blondyn zwrócił się do mnie.
- Jane, jesteś pewna, że nie szukasz chłopaka? – że co kurwa? Kto Ci tak powiedział? Już otwierałam usta, żeby mu powiedzieć, że informacje, które posiada są błędne, lecz wyprzedził mnie Harry.
- Nie, nie szuka, na razie Niall. – chłopak odszedł obdarzając mnie ostatnim spojrzeniem, a ja stałam i czekałam na wyjaśnienia od bruneta. – Jane, no rusz się. – powiedział lekko podenerwowany.
- Nigdzie mi się nie spieszy. Podobno nie szukam chłopaka, tak? Skąd on mnie w ogóle zna?- podparłam ręce na biodrach i zdobiłam minę typu „jak mi nie powiesz, to będziemy tu stać do jutra”.
- No dobra. – westchnął. – Ale chodźmy do samochodu, tam Ci wszystko wytłumaczę. – zrobiłam podejrzliwą minę, bo coś zbytnio nie byłam przekonana do jego wypowiedzi. – Obiecuję. – zrezygnowałam i ruszyłam za nim do auta.
- No słucham. – powiedziałam, gdy już byliśmy w środku i na wszelki wypadek zabrałam mu kluczyki.
- Dobra. – westchnął zrezygnowany i utkwił wzrok w przedniej szybie. – Niall wykorzystuje dziewczyny, a ja nie chciałem, żebyś był kolejna jego zdobyczą. Zapytał mnie czy masz chłopaka, to powiedziałem, że nie i nie szukasz. To tylko dla Twojego dobra. On prowadzi inny styl życia. Taki..
- Jak Ty? – wtrąciłam.
- No, przepraszam. Wybaczysz mi. – skupił swój wzrok na mojej twarzy i jego oczy wywiercały dziurę w moich. Jak mogę Ci nie wybaczyć skoro rozpływam się pod twoim jednym spojrzeniem?
- Okej, wybaczam. A gdzie się dzisiaj wybieracie?
- Na takie coś jak WWE**. Wiesz co to jest? – oh, jakoś mnie taki  rodzaj sportu zbytnio nie przekonuje, no bo kto normalny bierze udział w czymś takim? No właśnie, nikt.
- Tak, wiem. Czemu mi nie powiedziałeś, że tam idziesz? – zapytałam z wyrzutem.
- A czy to zmieniłoby coś? Poszłabyś, gdybym Ci powiedział? Dobrze wiem, że nie lubisz czegoś takiego. Lepiej siedź w domu i czytaj książkę o jakiejś durnej miłości, która i tak nie istnieje. – no masz, wiesz jak wkurzyć człowieka, tym bardziej mnie, a humor zmienia Ci się częściej niż babie w ciąży. Jeśli miałabym wybierać to wybrałabym właśnie ją.
- Skąd wiesz, że nie? – zapytałam.
- Miłość to sztuczka umysłu, nie istnieje. – tak? To kurwa próbujesz mi powiedzieć, że jednak Cię nie kocham?
- Dobra, ale i tak jadę na te durne zapasy. – rzuciłam i złożyłam ręce w geście ukazania swojej obrazy.
- Cokolwiek pozwoli Ci spać w nocy. – i właśnie tak zakończył naszą niezbyt ambitną rozmowę.

I właśnie teraz, zamiast czytać książkę i popijać kakao, siedzę w samochodzie Styles’a i jedziemy na WWE. I po co ja się w to pakowałam?
Bo jesteś głupia.
No dzięki Ci. Siedzieliśmy w zupełnej ciszy, aż do momentu, w którym zatrzymaliśmy się już na miejscu.
- Wiedz, że ja nie wychodzę wcześniej, bo Ty będziesz miała taki kaprys. – dobra, tylko nie gryź. Prychnęłam pod nosem, założyłam ręce na piersi i z miną skrzywdzonego dziecka ruszyłam w stronę wejścia, gdzie jak się okazało czekał już na nas Niall. Spojrzałam na Harrego, który tylko wywrócił oczami. A wal się, będziesz chciał mnie jeszcze raz pocałować to zrobię tak samo.
- O proszę, a jednak przyszłaś! Harry mówił, że nie lubisz takich rzeczy. – powiedział Niall, gdy prowadził nas do środka. Tak, mówił też, że nie spotka się już z Lucy. Ciekawe jak mu to wychodzi.
- Harry mówi wiele rzeczy. – powiedziałam, a blondyn się już nic nie odezwał.
- O, tu są nasze miejsca. – taa, świetnie. Czemu? Są na tyle blisko ringu, że jestem pewna, że dolatują tu zęby, gdy takowe zostaną wybite przeciwnikowi „przez przypadek”. – Harry zaraz przyjdzie, poczekaj tu, ja idę się przywitać ze znajomymi. – pomachał mi na pożegnanie i tyle go widziałam.
Zostałaś sama, Jane.
Zapowiada się bardzo interesujący wieczór.

***

Tak, ile to już? Jest 22:00, więc to całe WWE trwa już 4 godziny. Boże, ja tu umrę. Harry wygląda jak dziecko, które dostało cukierka. Serio. Nie wiem co w tym takiego fajnego. Ludzie rzucają się na siebie i rzucają sobą. Ekstra. Ale to faceci, ich się nie zrozumie, a podobno to kobiety są niezrozumiałe dla mężczyzn. Wypadałoby się odezwał, bo od jakichś 2 godzin gadam sama ze sobą, a nie, przepraszam, jakieś 20 minut temu jakiś chłopak spytał mnie o godzinę.
- Harry, kto jest najlepszy? No wiesz, z tego całego WWE? – zapytałam, próbując zwrócić na siebie uwagę.
- Dave Batista, o ten, który właśnie będzie walczył. – powiedział, wskazując jakiegoś faceta.
- A ten drugi? Ten co z nim walczy?
- Coffee Kingston. – uśmiechnął się. Brawo, Jane, rozmawiasz z nim na męskie tematy.
- A dla Ciebie kto jest najlepszy? – zapytałam, przysuwając się bliżej bruneta.
- Dla mnie? Zdecydowanie Dwayne Johnson. Ale walczą też dziewczyny. Najlepsza to AJ Lee. Może weźmiesz udział? – wolałabym, żeby mnie koń kopnął, niż z własnej woli iść na takie coś.
- Nie, dzięki. – i koniec tematu. Gratuluję, Jane. Spędzisz godzinę na gadaniu sama ze sobą.
Wiesz, że to oznaki schizofrenii, albo rozdwojenia jaźni?
Oh, zamknij się!
Tak tylko mówię.
Powiedziałam, zamknij się!
_____________________________________
*John Green 'Gwiazd naszych wina'
**World Wrestling Entertainment
obejrzyjcie sobie jakiś odcinek i zobaczycie o co mi chodzi :)

Witajcie ludzie!
Wiem, że rozdział jest krótki i beznadziejny - jak dla mnie, ale przez cały tydzień miałam kompletną pustkę w głowie i nie mogłam wymyślić nic sensownego, więc jest jaki jest :) 
7 KOMENTARZY = NOWY ROZDZIAŁ