sobota, 29 marca 2014

Chapter eleventh

Najgorsze było Twoje zimne spojrzenie podczas gorącego pocałunku,
bo tym razem przeciwieństwa kłóciły się ze sobą, zamiast przyciągać.


O. Mój. Boże. Miałam już nigdy więcej nie pić z tymi ludźmi. Mam już nauczkę. Przynajmniej teraz mi się film nie urwał i wszystko pamiętam. Tak, pocałunek z Harrym też. Jest on powodem tego, że cały poranek chodzę z bananem na twarzy. Przygotowałam już dla nas śniadanie i teraz czekałam, aż Harry wstanie. O wilku mowa. Usłyszałam kroki na schodach i mój banan jeszcze bardziej się powiększył.
Ale wiesz, to, że Cię pocałował nie znaczy, że jesteście razem?
Tak wiem, i nie dopuszczałam tej myśli do siebie, aż do teraz. Dzięki wielkie. Dobrze wiem, że to było jednorazowe i nic dla niego nie znaczyło. Nawet nie robię sobie nadziei, że kiedykolwiek się to powtórzy.
- Dzień dobry, mała. – powiedział i podszedł do mnie.
- Cześć, Harry. – posłałam mu jeden z najpiękniejszych uśmiechów, a on zrobił coś czego bym się nie spodziewała.
Przyciągnął mnie do siebie i pocałował, budząc wszystkie motylki w moim brzuchu do życia. Złapałam go za szyję i pogłębiłam pocałunek. Całowaliśmy się zachłannie, nie tak jak poprzednio. To uczucie było jeszcze przyjemniejsze. Oderwaliśmy się od siebie i Harry złączył nasze czoła cały czas się uśmiechając.
- Nie wierzę, że to był dopiero Twój drugi pocałunek i oby dwa były ze mną. – powiedział błądząc ustami po mojej szyi. Odchyliłam głowę dając mu lepszy dostęp.
- To lepiej uwierz. – uśmiechnęłam się, a Styles ponownie zaatakował moje usta. Gdyby mnie nie trzymał pewnie już dawno leżałabym na podłodze z papką w głowie.
- Musimy porozmawiać, Jane. – powiedział biorąc mnie na kolana i siadając na najbliższym krześle.
Kurwa.
Czuję, że ta nasza rozmowa się źle skończy i będzie ona dotyczyć tego, że nie powinniśmy się całować i takie tam.
- Chodzi mi o nasz pocałunek, nie powinienem był tego robić, ale wtedy w tym klubie, wyglądałaś tak strasznie pociągająco i nie mogłem się już dłużej powstrzymać. Zapomnijmy o tym, okej? – bingo! Jestem kurwa jasnowidzem. Powinnam zacząć szkolić się w tym kierunku. Czemu mnie to nie zdziwiło? Wiedziałam, że taki typ życia jaki ja prowadzę nie jest zgodny z jego i nic by z tego nie wyszło. Nie ma sensu się tym przejmować. To co, że złamał mi serce, przecież posklejanie go zajmie mi tylko jakiś rok.
- Tak, pewnie. Rozumiem, że to nie było przemyślane i nic dla Ciebie nie znaczyło. Nie przejmuj się, bo dla mnie też to był tylko zwykły, nic nieznaczący pocałunek.

You’re in my veins, and I cannot get you out
You’re all I taste, at night inside of my mouth
You run away, cause I am not what you found
You’re in my veins, and I cannot get you out

***

Zapowiadał się zwykły wieczór. Miałam wrócić z zajęć, przebrać się w luźne rzeczy i zacząć czytać książkę Green’a*, którą niedawno kupiłam, tak właśnie, miałam.

*Parę godzin wcześniej*

Szłam korytarzem ze Styles’em, gdy mijaliśmy jego znajomych jeden z nich podszedł do nas.
- Siema stary! – rzucił i przywitał się z Harrym. – Cześć, Jane. – przytulił mnie, byłam lekko zdziwiona, ale odwzajemniłam uścisk. Skąd on mnie w ogóle zna? – Idziesz dzisiaj? – zapytał bruneta. Idzie? Ale gdzie? Czemu ja o tym nic nie wiem? Boże, jeden pocałunek, o którym jak się okazuje mam zapomnieć, a ja już zachowuję się jak przewrażliwiona żona.
- Pewnie, że tak, to o 18 na miejscu? – zapytał, a chłopak skinął głową. – To do zobaczenia. – pożegnali się i tym razem blondyn zwrócił się do mnie.
- Jane, jesteś pewna, że nie szukasz chłopaka? – że co kurwa? Kto Ci tak powiedział? Już otwierałam usta, żeby mu powiedzieć, że informacje, które posiada są błędne, lecz wyprzedził mnie Harry.
- Nie, nie szuka, na razie Niall. – chłopak odszedł obdarzając mnie ostatnim spojrzeniem, a ja stałam i czekałam na wyjaśnienia od bruneta. – Jane, no rusz się. – powiedział lekko podenerwowany.
- Nigdzie mi się nie spieszy. Podobno nie szukam chłopaka, tak? Skąd on mnie w ogóle zna?- podparłam ręce na biodrach i zdobiłam minę typu „jak mi nie powiesz, to będziemy tu stać do jutra”.
- No dobra. – westchnął. – Ale chodźmy do samochodu, tam Ci wszystko wytłumaczę. – zrobiłam podejrzliwą minę, bo coś zbytnio nie byłam przekonana do jego wypowiedzi. – Obiecuję. – zrezygnowałam i ruszyłam za nim do auta.
- No słucham. – powiedziałam, gdy już byliśmy w środku i na wszelki wypadek zabrałam mu kluczyki.
- Dobra. – westchnął zrezygnowany i utkwił wzrok w przedniej szybie. – Niall wykorzystuje dziewczyny, a ja nie chciałem, żebyś był kolejna jego zdobyczą. Zapytał mnie czy masz chłopaka, to powiedziałem, że nie i nie szukasz. To tylko dla Twojego dobra. On prowadzi inny styl życia. Taki..
- Jak Ty? – wtrąciłam.
- No, przepraszam. Wybaczysz mi. – skupił swój wzrok na mojej twarzy i jego oczy wywiercały dziurę w moich. Jak mogę Ci nie wybaczyć skoro rozpływam się pod twoim jednym spojrzeniem?
- Okej, wybaczam. A gdzie się dzisiaj wybieracie?
- Na takie coś jak WWE**. Wiesz co to jest? – oh, jakoś mnie taki  rodzaj sportu zbytnio nie przekonuje, no bo kto normalny bierze udział w czymś takim? No właśnie, nikt.
- Tak, wiem. Czemu mi nie powiedziałeś, że tam idziesz? – zapytałam z wyrzutem.
- A czy to zmieniłoby coś? Poszłabyś, gdybym Ci powiedział? Dobrze wiem, że nie lubisz czegoś takiego. Lepiej siedź w domu i czytaj książkę o jakiejś durnej miłości, która i tak nie istnieje. – no masz, wiesz jak wkurzyć człowieka, tym bardziej mnie, a humor zmienia Ci się częściej niż babie w ciąży. Jeśli miałabym wybierać to wybrałabym właśnie ją.
- Skąd wiesz, że nie? – zapytałam.
- Miłość to sztuczka umysłu, nie istnieje. – tak? To kurwa próbujesz mi powiedzieć, że jednak Cię nie kocham?
- Dobra, ale i tak jadę na te durne zapasy. – rzuciłam i złożyłam ręce w geście ukazania swojej obrazy.
- Cokolwiek pozwoli Ci spać w nocy. – i właśnie tak zakończył naszą niezbyt ambitną rozmowę.

I właśnie teraz, zamiast czytać książkę i popijać kakao, siedzę w samochodzie Styles’a i jedziemy na WWE. I po co ja się w to pakowałam?
Bo jesteś głupia.
No dzięki Ci. Siedzieliśmy w zupełnej ciszy, aż do momentu, w którym zatrzymaliśmy się już na miejscu.
- Wiedz, że ja nie wychodzę wcześniej, bo Ty będziesz miała taki kaprys. – dobra, tylko nie gryź. Prychnęłam pod nosem, założyłam ręce na piersi i z miną skrzywdzonego dziecka ruszyłam w stronę wejścia, gdzie jak się okazało czekał już na nas Niall. Spojrzałam na Harrego, który tylko wywrócił oczami. A wal się, będziesz chciał mnie jeszcze raz pocałować to zrobię tak samo.
- O proszę, a jednak przyszłaś! Harry mówił, że nie lubisz takich rzeczy. – powiedział Niall, gdy prowadził nas do środka. Tak, mówił też, że nie spotka się już z Lucy. Ciekawe jak mu to wychodzi.
- Harry mówi wiele rzeczy. – powiedziałam, a blondyn się już nic nie odezwał.
- O, tu są nasze miejsca. – taa, świetnie. Czemu? Są na tyle blisko ringu, że jestem pewna, że dolatują tu zęby, gdy takowe zostaną wybite przeciwnikowi „przez przypadek”. – Harry zaraz przyjdzie, poczekaj tu, ja idę się przywitać ze znajomymi. – pomachał mi na pożegnanie i tyle go widziałam.
Zostałaś sama, Jane.
Zapowiada się bardzo interesujący wieczór.

***

Tak, ile to już? Jest 22:00, więc to całe WWE trwa już 4 godziny. Boże, ja tu umrę. Harry wygląda jak dziecko, które dostało cukierka. Serio. Nie wiem co w tym takiego fajnego. Ludzie rzucają się na siebie i rzucają sobą. Ekstra. Ale to faceci, ich się nie zrozumie, a podobno to kobiety są niezrozumiałe dla mężczyzn. Wypadałoby się odezwał, bo od jakichś 2 godzin gadam sama ze sobą, a nie, przepraszam, jakieś 20 minut temu jakiś chłopak spytał mnie o godzinę.
- Harry, kto jest najlepszy? No wiesz, z tego całego WWE? – zapytałam, próbując zwrócić na siebie uwagę.
- Dave Batista, o ten, który właśnie będzie walczył. – powiedział, wskazując jakiegoś faceta.
- A ten drugi? Ten co z nim walczy?
- Coffee Kingston. – uśmiechnął się. Brawo, Jane, rozmawiasz z nim na męskie tematy.
- A dla Ciebie kto jest najlepszy? – zapytałam, przysuwając się bliżej bruneta.
- Dla mnie? Zdecydowanie Dwayne Johnson. Ale walczą też dziewczyny. Najlepsza to AJ Lee. Może weźmiesz udział? – wolałabym, żeby mnie koń kopnął, niż z własnej woli iść na takie coś.
- Nie, dzięki. – i koniec tematu. Gratuluję, Jane. Spędzisz godzinę na gadaniu sama ze sobą.
Wiesz, że to oznaki schizofrenii, albo rozdwojenia jaźni?
Oh, zamknij się!
Tak tylko mówię.
Powiedziałam, zamknij się!
_____________________________________
*John Green 'Gwiazd naszych wina'
**World Wrestling Entertainment
obejrzyjcie sobie jakiś odcinek i zobaczycie o co mi chodzi :)

Witajcie ludzie!
Wiem, że rozdział jest krótki i beznadziejny - jak dla mnie, ale przez cały tydzień miałam kompletną pustkę w głowie i nie mogłam wymyślić nic sensownego, więc jest jaki jest :) 
7 KOMENTARZY = NOWY ROZDZIAŁ

7 komentarzy:

  1. Świetny , chce już następny ;3

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja osobiście przez 2 lata byłam fanką WWE :) znudziło mi się jak poszłam do średniej<3 rozdział super,szkoda że Harry to taki...debil :* i że niby prawdziwa miłość nie istnieje pfff dobre sobie :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak to mają zapomnieć o pocałunku?! Głupi Harry,jasne że Jane nie zapomni i on chyba też nie więc po co to komplikuje,czekam aż znowu się pocałują :3 Ciekawe co się stanie na tym WWE :D

    OdpowiedzUsuń
  4. super blog czekam na kolejny rozdział ;*

    OdpowiedzUsuń
  5. łooo znowu się pocałowali :oo to takie piękne, ale później Harry zachował się jak chuj <----- przepraszam za wyrażenie :3 ale musiałam jakoś ukazać swoją irytację względem jego osoby xd mam jeszcze pytanko: planujesz dokładną liczbę rozdziałów? albo tak w przybliżeniu ? :))

    OdpowiedzUsuń