Najgorsze było Twoje zimne spojrzenie podczas gorącego pocałunku,
bo tym razem przeciwieństwa kłóciły się ze sobą, zamiast przyciągać.
O. Mój. Boże. Miałam już nigdy więcej nie pić z tymi ludźmi.
Mam już nauczkę. Przynajmniej teraz mi się film nie urwał i wszystko pamiętam.
Tak, pocałunek z Harrym też. Jest on powodem tego, że cały poranek chodzę z
bananem na twarzy. Przygotowałam już dla nas śniadanie i teraz czekałam, aż Harry
wstanie. O wilku mowa. Usłyszałam kroki na schodach i mój banan jeszcze bardziej się
powiększył.
Ale wiesz, to, że Cię
pocałował nie znaczy, że jesteście razem?
Tak wiem, i nie dopuszczałam tej myśli do siebie, aż do
teraz. Dzięki wielkie. Dobrze wiem, że to było jednorazowe i nic dla niego nie
znaczyło. Nawet nie robię sobie nadziei, że kiedykolwiek się to powtórzy.
- Dzień dobry, mała. – powiedział i podszedł do mnie.
- Cześć, Harry. – posłałam mu jeden z najpiękniejszych
uśmiechów, a on zrobił coś czego bym się nie spodziewała.
Przyciągnął mnie do
siebie i pocałował, budząc wszystkie motylki w moim brzuchu do życia. Złapałam
go za szyję i pogłębiłam pocałunek. Całowaliśmy się zachłannie, nie tak jak
poprzednio. To uczucie było jeszcze przyjemniejsze. Oderwaliśmy się od siebie i
Harry złączył nasze czoła cały czas się uśmiechając.
- Nie wierzę, że to był dopiero Twój drugi pocałunek i oby
dwa były ze mną. – powiedział błądząc ustami po mojej szyi. Odchyliłam głowę
dając mu lepszy dostęp.
- To lepiej uwierz. – uśmiechnęłam się, a Styles ponownie
zaatakował moje usta. Gdyby mnie nie trzymał pewnie już dawno leżałabym na
podłodze z papką w głowie.
- Musimy porozmawiać, Jane. – powiedział biorąc mnie na
kolana i siadając na najbliższym krześle.
Kurwa.
Czuję, że ta nasza rozmowa się źle skończy i będzie ona
dotyczyć tego, że nie powinniśmy się całować i takie tam.
- Chodzi mi o nasz pocałunek, nie powinienem był tego robić,
ale wtedy w tym klubie, wyglądałaś tak strasznie pociągająco i nie mogłem się
już dłużej powstrzymać. Zapomnijmy o tym, okej? – bingo! Jestem kurwa
jasnowidzem. Powinnam zacząć szkolić się w tym kierunku. Czemu mnie to nie
zdziwiło? Wiedziałam, że taki typ życia jaki ja prowadzę nie jest zgodny z jego
i nic by z tego nie wyszło. Nie ma sensu się tym przejmować. To co, że złamał
mi serce, przecież posklejanie go zajmie mi tylko jakiś rok.
- Tak, pewnie. Rozumiem, że to nie było przemyślane i nic
dla Ciebie nie znaczyło. Nie przejmuj się, bo dla mnie też to był tylko zwykły,
nic nieznaczący pocałunek.
You’re in my veins, and I cannot get you out
You’re all I taste, at night inside of my mouth
You run away, cause I am not what you found
You’re in my veins, and I cannot get you out
You run away, cause I am not what you found
You’re in my veins, and I cannot get you out
***
Zapowiadał się zwykły wieczór. Miałam wrócić z zajęć,
przebrać się w luźne rzeczy i zacząć czytać książkę Green’a*, którą niedawno
kupiłam, tak właśnie, miałam.
*Parę godzin
wcześniej*
Szłam korytarzem ze
Styles’em, gdy mijaliśmy jego znajomych jeden z nich podszedł do nas.
- Siema stary! –
rzucił i przywitał się z Harrym. – Cześć, Jane. – przytulił mnie, byłam lekko
zdziwiona, ale odwzajemniłam uścisk. Skąd on mnie w ogóle zna? – Idziesz
dzisiaj? – zapytał bruneta. Idzie? Ale gdzie? Czemu ja o tym nic nie wiem?
Boże, jeden pocałunek, o którym jak się okazuje mam zapomnieć, a ja już
zachowuję się jak przewrażliwiona żona.
- Pewnie, że tak, to o
18 na miejscu? – zapytał, a chłopak skinął głową. – To do zobaczenia. –
pożegnali się i tym razem blondyn zwrócił się do mnie.
- Jane, jesteś pewna,
że nie szukasz chłopaka? – że co kurwa? Kto Ci tak powiedział? Już otwierałam
usta, żeby mu powiedzieć, że informacje, które posiada są błędne, lecz
wyprzedził mnie Harry.
- Nie, nie szuka, na
razie Niall. – chłopak odszedł obdarzając mnie ostatnim spojrzeniem, a ja
stałam i czekałam na wyjaśnienia od bruneta. – Jane, no rusz się. – powiedział
lekko podenerwowany.
- Nigdzie mi się nie
spieszy. Podobno nie szukam chłopaka, tak? Skąd on mnie w ogóle zna?- podparłam
ręce na biodrach i zdobiłam minę typu „jak mi nie powiesz, to będziemy tu stać
do jutra”.
- No dobra. –
westchnął. – Ale chodźmy do samochodu, tam Ci wszystko wytłumaczę. – zrobiłam
podejrzliwą minę, bo coś zbytnio nie byłam przekonana do jego wypowiedzi. –
Obiecuję. – zrezygnowałam i ruszyłam za nim do auta.
- No słucham. –
powiedziałam, gdy już byliśmy w środku i na wszelki wypadek zabrałam mu
kluczyki.
- Dobra. – westchnął
zrezygnowany i utkwił wzrok w przedniej szybie. – Niall wykorzystuje
dziewczyny, a ja nie chciałem, żebyś był kolejna jego zdobyczą. Zapytał mnie
czy masz chłopaka, to powiedziałem, że nie i nie szukasz. To tylko dla Twojego
dobra. On prowadzi inny styl życia. Taki..
- Jak Ty? – wtrąciłam.
- No, przepraszam. Wybaczysz
mi. – skupił swój wzrok na mojej twarzy i jego oczy wywiercały dziurę w moich.
Jak mogę Ci nie wybaczyć skoro rozpływam się pod twoim jednym spojrzeniem?
- Okej, wybaczam. A
gdzie się dzisiaj wybieracie?
- Na takie coś jak
WWE**. Wiesz co to jest? – oh, jakoś mnie taki rodzaj sportu zbytnio nie przekonuje, no bo
kto normalny bierze udział w czymś takim? No właśnie, nikt.
- Tak, wiem. Czemu mi
nie powiedziałeś, że tam idziesz? – zapytałam z wyrzutem.
- A czy to zmieniłoby
coś? Poszłabyś, gdybym Ci powiedział? Dobrze wiem, że nie lubisz czegoś
takiego. Lepiej siedź w domu i czytaj książkę o jakiejś durnej miłości, która i
tak nie istnieje. – no masz, wiesz jak wkurzyć człowieka, tym bardziej mnie, a
humor zmienia Ci się częściej niż babie w ciąży. Jeśli miałabym wybierać to
wybrałabym właśnie ją.
- Skąd wiesz, że nie?
– zapytałam.
- Miłość to sztuczka
umysłu, nie istnieje. – tak? To kurwa próbujesz mi powiedzieć, że jednak Cię
nie kocham?
- Dobra, ale i tak
jadę na te durne zapasy. – rzuciłam i złożyłam ręce w geście ukazania swojej
obrazy.
- Cokolwiek pozwoli Ci
spać w nocy. – i właśnie tak zakończył naszą niezbyt ambitną rozmowę.
I właśnie teraz, zamiast czytać książkę i popijać kakao,
siedzę w samochodzie Styles’a i jedziemy na WWE. I po co ja się w to pakowałam?
Bo jesteś głupia.
No dzięki Ci. Siedzieliśmy w zupełnej ciszy, aż do momentu,
w którym zatrzymaliśmy się już na miejscu.
- Wiedz, że ja nie wychodzę wcześniej, bo Ty będziesz miała
taki kaprys. – dobra, tylko nie gryź. Prychnęłam pod nosem, założyłam ręce na
piersi i z miną skrzywdzonego dziecka ruszyłam w stronę wejścia, gdzie jak się
okazało czekał już na nas Niall. Spojrzałam na Harrego, który tylko wywrócił
oczami. A wal się, będziesz chciał mnie jeszcze raz pocałować to zrobię tak samo.
- O proszę, a jednak przyszłaś! Harry mówił, że nie lubisz
takich rzeczy. – powiedział Niall, gdy prowadził nas do środka. Tak, mówił też,
że nie spotka się już z Lucy. Ciekawe jak mu to wychodzi.
- Harry mówi wiele rzeczy. – powiedziałam, a blondyn się już
nic nie odezwał.
- O, tu są nasze miejsca. – taa, świetnie. Czemu? Są na tyle
blisko ringu, że jestem pewna, że dolatują tu zęby, gdy takowe zostaną wybite
przeciwnikowi „przez przypadek”. – Harry zaraz przyjdzie, poczekaj tu, ja idę
się przywitać ze znajomymi. – pomachał mi na pożegnanie i tyle go widziałam.
Zostałaś sama, Jane.
Zapowiada się bardzo interesujący wieczór.
***
Tak, ile to już? Jest 22:00, więc to całe WWE trwa już 4
godziny. Boże, ja tu umrę. Harry wygląda jak dziecko, które dostało cukierka.
Serio. Nie wiem co w tym takiego fajnego. Ludzie rzucają się na siebie i
rzucają sobą. Ekstra. Ale to faceci, ich się nie zrozumie, a podobno to kobiety
są niezrozumiałe dla mężczyzn. Wypadałoby się odezwał, bo od jakichś 2 godzin
gadam sama ze sobą, a nie, przepraszam, jakieś 20 minut temu jakiś chłopak
spytał mnie o godzinę.
- Harry, kto jest najlepszy? No wiesz, z tego całego WWE? –
zapytałam, próbując zwrócić na siebie uwagę.
- Dave Batista, o ten, który właśnie będzie walczył. –
powiedział, wskazując jakiegoś faceta.
- A ten drugi? Ten co z nim walczy?
- Coffee Kingston. – uśmiechnął się. Brawo, Jane, rozmawiasz
z nim na męskie tematy.
- A dla Ciebie kto jest najlepszy? – zapytałam, przysuwając
się bliżej bruneta.
- Dla mnie? Zdecydowanie Dwayne Johnson. Ale walczą też
dziewczyny. Najlepsza to AJ Lee. Może weźmiesz udział? – wolałabym, żeby mnie
koń kopnął, niż z własnej woli iść na takie coś.
- Nie, dzięki. – i koniec tematu. Gratuluję, Jane. Spędzisz
godzinę na gadaniu sama ze sobą.
Wiesz, że to oznaki
schizofrenii, albo rozdwojenia jaźni?
Oh, zamknij się!
Tak tylko mówię.
Powiedziałam, zamknij się!
Witajcie ludzie!
_____________________________________
*John Green 'Gwiazd naszych wina'
**World Wrestling Entertainment
obejrzyjcie sobie jakiś odcinek i zobaczycie o co mi chodzi :)
obejrzyjcie sobie jakiś odcinek i zobaczycie o co mi chodzi :)
Witajcie ludzie!
Wiem, że rozdział jest krótki i beznadziejny - jak dla mnie, ale przez cały tydzień miałam kompletną pustkę w głowie i nie mogłam wymyślić nic sensownego, więc jest jaki jest :)
7 KOMENTARZY = NOWY ROZDZIAŁ

Świetny , chce już następny ;3
OdpowiedzUsuńWow ! :D
OdpowiedzUsuńJa osobiście przez 2 lata byłam fanką WWE :) znudziło mi się jak poszłam do średniej<3 rozdział super,szkoda że Harry to taki...debil :* i że niby prawdziwa miłość nie istnieje pfff dobre sobie :D
OdpowiedzUsuńJak to mają zapomnieć o pocałunku?! Głupi Harry,jasne że Jane nie zapomni i on chyba też nie więc po co to komplikuje,czekam aż znowu się pocałują :3 Ciekawe co się stanie na tym WWE :D
OdpowiedzUsuńsuperowe cekam na next
OdpowiedzUsuńsuper blog czekam na kolejny rozdział ;*
OdpowiedzUsuńłooo znowu się pocałowali :oo to takie piękne, ale później Harry zachował się jak chuj <----- przepraszam za wyrażenie :3 ale musiałam jakoś ukazać swoją irytację względem jego osoby xd mam jeszcze pytanko: planujesz dokładną liczbę rozdziałów? albo tak w przybliżeniu ? :))
OdpowiedzUsuń